piątek, 24 kwietnia 2015

Wrażliwe zęby to już nie mój problem!

Odkąd pamiętam, problem nadwrażliwości zębów dotyczy mnie w 100%. Wszelkie próby domowego wybielania zębów czy to paskami Blend a med czy Białą Perłą kończyły się pogorszeniem tego stanu i przerwaniem tego zabiegu.




Moje zęby kiedyś bardzo często reagowały na zimne i ciepłe napoje i posiłki. Od jakiegoś czasu ten stan na szczęście uległ zmianie, bo nadwrażliwość nie daje mi aż tak w kość.

Niestety ten problem nadal się utrzymuje. Po nałożeniu aparatu stałego odczułam to bardzo boleśnie. Przez pierwsze dwa tygodnie moje zęby były tak wrażliwe, że nawet kontakt ze szczoteczką kończył się płaczem.

Postanowiłam sięgnąć po pastę, która miała uporać się z tym problemem. Czy pomogła? Dowiecie się tego w dalszej części notki.

Za radą mojej ortodontki sięgnęłam po pastę Elmex (zieloną), przeznaczoną do wrażliwych zębów.
Już po pierwszym użyciu moje zęby poczuły lekką ulgę. Z czasem było tylko lepiej. Jestem zachwycona, że w końcu coś pomogło.

Przyznam się szczerze, że to pierwszy raz, kiedy kupiłam pastę tej firmy. Zawsze wydawała mi się droga i mało skuteczna. Jednak przyznaję skruszona, że nie miałam racji.

Pasta jest dostępna w każdym Rossmannie, teraz kupiłam wersję pomarańczową (również bardzo polecana przy aparacie stałym!), która zapobiega powstawaniu próchnicy. Ciekawa jestem czy ta wersja również będzie tak dobra.

Jeśli borykacie się z problemem nadwrażliwości zębów, koniecznie wypróbujcie ten produkt. U mnie sprawdził się idealnie w najbardziej bolącym okresie noszenia aparatu stałego.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Być Eko! #1 Perlatory,czyli oszczędzanie przez napowietrzanie

Tytułem wstępu, słów kilka. Zaczynamy serię notek ,,Być Eko!''. W tej serii notek będziemy chcieli podzielić się z wami sposobami na to aby i wasze domy stały się bardziej Eko.

Przechodząc do sedna. Pierwszym krokiem do bycia Eko (i nie ma co ukrywać zaoszczędzenia pieniędzy) jest oszczędzanie wody. Pomóc wam może w tym kilka gadżetów. Perlatory, bo o nich dziś mowa nazywane są również aeratorem. Perlator wykonany jest z nierdzewnego metalu, posiada kształt pierścienia. Wewnątrz gadżetu jest w specjalny wsad, który powoduje napowietrzanie wody lub igiełkowy strumień. Perlator montujemy u wyjścia kranu, bądź przy łączeniu baterii i węża prysznicowego.

Ważne, aby pierścień aeratora był z metalu, a wnętrze perlatora było silikonowe. Jest to o tyle ważne, ponieważ jeżeli posiadamy twardą bądź bardzo twardą wodę, wystarczyć ów aerator przetrzeć palcem i kamień zostanie usunięty. 


W kilku słowach o zasadzie działania. Perlator opiera się na zjawisku powstania podciśnienia w strumieniu wody wypływającego z naszego kranu. Dzięki podciśnieniu następuje zasysanie powietrza przez małe otworki i łączenie cząsteczek wody i tlenu. Z baterii kranu wypływa mniejsza ilość wody, ale przez napowietrzenie strumień wydaje się mieć większą objętość.

Patrząc kilka lat wcześniej, perlatory były czymś nowym. Teraz każda szanująca się firma produkująca armaturę łazienkową nie może sobie pozwolić na nie zainstalowanie tego Eko gadżetu. Aeorator to najprostszy sposób do pierwszego kroku, aby być Eko oraz zaoszczędzić trochę grosza. Perlator potrafi zaoszczędzić od 2 litrów do nawet 6 litrów na minutę.

Obecnie na rynku są dostępne nowe rozwiązania, z pomocą przyjdą nam elektroniczne nowinki. Dobrze znane czujniki ruchu z tzw. nawiewów do wysuszenia rąk. W tym przypadku czujka znajduje się w baterii kranu. 

Dzięki wcześniejszemu ustawieniu ciśnienia wody oraz temperatury (nie znajdziemy w tego typu baterii tradycyjnych uchwytów) przykładamy tylko ręce pod kran i zużywamy tyle wody, ile rzeczywiście nam potrzeba.

Pod prysznicem za to oświetlenie LED w kolorze zielonym poinformuje nas, że jeszcze możemy się myć, ale gdy pojawi się podświetlenie w kolorze czerwonym oznaczać to będzie zbyt długi prysznic.

Na szczęście jeszcze nikt nie wymyślił aplikacji do sterowania wody smartfonem w kranie, ale kto wie... ;)

sobota, 18 kwietnia 2015

A masz Ty bublu jeden!

Piękne i sprężyste loki  to marznie każdej kręconowłosej. Niestety nie zawsze włosy chcą słuchać swojej właścicielki, dlatego czasem trzeba im trochę pomóc.


Kosmetyków do stylizacji loków w polskich drogeriach nie jest za wiele. Na rynku można znaleźć kilka pianek do włosów, past, wosków no i wszelkiego rodzaju spraye, które obiecują wyczarować burzę loków. Jak to się ma do rzeczywistości? Dzisiaj o jednym z bubli, które obiecywały wiele, a zrobiły...nic.

Wella to dobrze mi znana firma, razem z Lorealem wiedzie prym na rynku kosmetyków do włosów. Niestety pianka do włosów kręconych nie spowodowała, że moje loki były pięknie podkreślone i sprężyste.

Nie przepadam za piankami do włosów, jednak od czasu do czasu mam ochotę przetestować jakiś kosmetyk z tej serii. Pewnie zastanawiacie się dlaczego nie lubię pianek...otóż pianki kojarzą mi się z potwornym sklejeniem, które można uzyskać (przy niektórych produktach), nawet używając niewielką ilość. Charakterystyczne ,,chrupanie'' włosów, które towarzyszy fryzurze ułożonej na piankę, dodatkowo powoduje moją wielką niechęć.


Jako, że recenzowana przeze mnie dziś pianka nie ma zbyt dużego poziomu utrwalenia, wywnioskowałam, że nie będzie taka zła.

Niestety się myliłam. Włosy przed wysuszeniem potraktowałam pianką, po wysuszeniu z moich loków nic nie pozostało. Jedyne, co mogę uznać za plus to spore odbicie od nasady. I na tym koniec. Moje loki zrobiły się ogromnym puchem, a o sprężystych lokach mogłam pomarzyć...pianka wylądowała w koszu...podsumowując: kolejna pianka, kolejny bubel.