piątek, 3 lipca 2015

Rajstopy uciskowe Scholl - czy warto je kupić?

O rajstopach wyprodukowanych przez firmę Scholl dowiedziałam się chyba w grudniu zeszłego roku. Kiedy tylko pojawiły się w sprzedaży postanowiłam je przetestować, bo borykam się z problemem krążenia.
Moje nogi często są obolałe, a chodzenie na obcasach już po kilkunastu minutach staje się dla mnie czymś mało przyjemnym.

Do rajstop uciskowych podeszłam z dużym dystansem, bo kiedyś moja przygoda z uciskowymi rajstopami skończyła się tak, że naciągnęłam je do połowy i zastanawiałam się co dalej. Były potwornie ciasne, a ich nakładanie to był jakiś koszmar. Wtedy dałam sobie spokój, ale tym razem postanowiłam zaryzykować.

Zazwyczaj noszę czarne rajstopy, ale od wielkiego dzwonu zdarza mi się ubrać cieliste, choć nie jestem ich fanką. Właściwie to w ogóle nie jestem fanką rajstop, żeby było jasne.


Grube rajstopy sprawdziły się świetnie, ponieważ były dość grube (60 den) i były bardzo wytrzymałe. Czy faktycznie przetrzymały tyle prań, ile obiecuje producent? Nie mogłam tego przetestować, ponieważ poszło mi oczko (z mojej własnej głupoty, bo zakładałam rajstopy z pierścionkami na palcach).



Wersja zimowa świetnie kryje i jest zrobiona z elastycznego materiału, z którym nie ma najmniejszego problemu, by je nałożyć. A co najważniejsze, ucisk faktycznie sprawia, że nogi nawet po całym dniu są ,,lekkie'' i nie czuć opuchnięcia, bólu itd. jak zdejmuję rajstopy, czuję się jakbym je dopiero założyła.

Kolejny plus za to, że rajstopy pięknie modelują sylwetkę, co jest widoczne po ich założeniu.

Cienkie rajstopy 20 den to wersja wiosenno-letnia, która jest obecnie dostępna w Rossmannie. Ta wersja jest dużo mniej kryjąca, a jednocześnie zrobiona z materiału, który przepuszcza powietrze. Miałam je ubrane przy 20-paru stopniach i w ogóle ich nie czułam. Za to ogromny plus.


Początkowo wydawało mi się, że materiał jest mało przyjemny i rajstopy są za małe (mam rozmiar S/M), jednak przy drugim ubraniu było już lepiej. Widocznie musiały dopasować się do sylwetki.
Są też trochę mniej uciskowe, jednak nadal ten ucisk jest i działa świetnie.

Te rajstopy są niestety mniej wytrzymałe i mniej odporne na drobne zahaczenia, dlatego też podejrzewam, że będą ze mną krócej niż wersja jesienno-zimowa, która przetrwała dość intensywny okres od grudnia do marca. Według mnie jak na rajstopy to i tak długo!

Cena rajstop jest wysoka, bo bez promocji kosztują (jak dobrze pamiętam) ok.70 zł. ja zawsze czyham na promocję, gdzie do dostania są zazwyczaj za 49 zł. Cena na szczęście idzie tu w parze z jakością. Zdecydowanie polecam.

wtorek, 30 czerwca 2015

Denko: Maj i Czerwiec cz.1

W Maju nie było denka z różnych powodów, ale to nie znaczy, że zapomniałam o tej serii postów.
Dlatego dziś przychodzimy do Was z majowo-czerwcowym denkiem damsko-męskim. Denko musiałam podzielić na dwie części, bo w trakcie przygotowania postu okazało się, że jest on trochę zbyt długi.

W dzisiejszej notce pojawią się kosmetyki, które używam już dłuższy czas, ale nie zabraknie również nowości.


Buzia

1. Bibułki matujące wibo - ten produkt jest ze mną już bardzo długo i dalej mam o nim dobre zdanie. Bibułki świetnie i szybko pozbywają się nadmiaru sebum z mojej twarzy, co przy mojej mieszanej skórze jest bardzo pomocne. Kupię ponownie.

2. Cetaphil
- do tego produktu powróciłam po latach i dalej u mnie gości. Póki co nie szukam innego produktu do mycia twarzy, choć trochę kuszą mnie produkty Sylveco. Nie wiem jednak czy ryzykować, bo obecnie moja buzia jest w bardzo dobrym stanie. Kupię ponownie.

3. Lovely golden glow - sądziłam, że ten puder będzie dobrym zamiennikiem pudru Wibo z jedwabiem, który używałam do ukrywania cieni pod oczami. Mimo, że ten puder kupiłam na wyprzedaży w Rossmannie to i tak żałuję. Na szczęście znalazł osobę, która go używa i całkiem go sobie chwali. Nie kupię ponownie.

4. DermoFuture hialuronowy wypełniacz do ust - kompletny bubel. Sama się sobie dziwię, że uwierzyłam w te wszystkie obietnice: pełniejsze i nawilżone usta i inne bla bla bla...nie zrobił kompletnie nic, a dodatkowo potwornie przesuszył usta. Nie kupię ponownie.

5. Bielenda Super Power Mezo Serum - zachwycona maseczką z tej serii kupiłam również serum. Pierwsze opakowanie było ok,ale drugie ledwo wykończyłam. Pod koniec używania zaczął mnie drażnić zapach, a także lepkość, którą produkt pozostawia na skórze. Plus za to, że nie wyrządził krzywdy mojej buzi. Nie kupię ponownie.

6. Srebro koloidalne - kolejna butelka za nami. Nasze cery nie przyzwyczaiły się do produktu, działa tak dobrze jak kilka butelek wcześniej. Jedna butelka wystarcza nam na ok.2 miesiące stosowania. Produkt świetnie oczyszcza buzię, stosuję go zamiast toniku po demakijażu i przed porannym myciem twarzy. Kupię ponownie.

7. Bandi krem z kwasem migdałowym - i P. i ja nadal jesteśmy zachwyceni tym produktem. Do tego kosmetyku mam ogromny sentyment, bo pomógł mi się pożegnać z trądzikiem. Najlepszy krem na noc! Słyszałam opinie, że skóra się do niego przyzwyczaja. To chyba drugi, albo 3 rok jak go stosuję i nie zauważyłam tego. Dalej działa jak powinien. Szczegółową recenzję produktu znajdziecie na blogu. Kupię ponownie.

8. Floslek, Arnica krem pod oczy - kolejny bubel w dzisiejszym denku. Miał likwidować cienie pod oczami, a nawet nie potrafił dobrze nawilżać. Na pewno nie kupię go ponownie.

Pielęgnacja

1. Cztery pory roku, zimowy krem do rąk - ten produkt kupiłam jak już nie było zimy. Moje ręce były bardzo przesuszone i szukałam czegoś, co konkretnie je nawilży. Ten produkt poradził sobie z zadaniem bardzo dobrze. Do tego ma obłędny zapach. Myślę, że zagości ponownie w mojej torebce w okresie jesienno-zimowym. Kupię ponownie.

2. Olej kokosowy - 500 ml oleju kokosowego wystarczyło mi na 3-4 miesiące. A używałam go dosłownie do wszystkiego. Od smażenia po peelingi i jako produkt do nawilżenia ciała. W każdej roli sprawdził się świetnie. Na dodatek jego cena nie była zbyt wygórowana. Kupię ponownie.

3. Kneipp, Bio-olejek do ciała - cudowny produkt. Używałam go do ciała, na włosy i do demakijażu. Aż dziwne, że moja buzia go polubiła, bo z reguły jest ona kapryśna jeśli chodzi o oleje. Kupię ponownie.

piątek, 26 czerwca 2015

Być Eko! #2 oszczędzanie wody

W dzisiejszej notce znów poruszę kwestię oszczędzania wody, ale tym razem innym sposobem. Najwięcej wody zużywamy na pranie, ale nie martwcie się-tutaj też można zaoszczędzić pieniadze.

Jakiś czas temu w gazetce (chyba Rossmanna) znalazłam próbkę chusteczek do prania. Strasznie się zdziwiłam, bo takie cudo widziałam pierwszy raz.



Do czego służą chusteczki do prania?

Chusteczki wrzuca się do prania, dzięki czemu można prać materiały różnych kolorów. Oszczędność jest prosta - wrzucając brudne ubrania w kolorze czarnym i białym do jednego prania pierzesz raz, a nie dwa razy osobno.

Produkt można znaleźć właściwie w każdym sklepie, po próbce, która zadziałała świetnie przerzuciłam się na chusteczki Domol (dostępne w Rossmannie). Do każdego prania wrzucam 3 chusteczki. Ilość chusteczek, które należy wrzucić do pralki zależy od tego, ile prania jest w środku, a także od tego jak problematyczne są tkaniny.

Mam jedne ręczniki (różowe), które farbują za każdym razem, gdy je piorę. Nie chce marnować wody i prać je za każdym razem osobno, więc wrzucam do prania 3 chusteczki i wrzucam resztę brudnych ręczników, dzięki czemu nic nie jest zafarbowane.

Producent zaleca wrzucać 1-2 chusteczki do prania, jednak wychodzę z założenia, że jeśli to są całkowicie różnego koloru tkaniny, lepiej dmuchać na zimne i wrzucić większą ilość niż potem płakać, że ulubiony sweterek jest zafarbowany.

Na zdjęciu w poście widoczne po lewej jest zdjęcie chusteczki przed i po. Zdjęcie przedstawia próbki, które dostałam. Są one równie dobre jak chusteczki Domola, ale gorzej dostępne i droższe.

W opakowaniu znajduje się 20 chusteczek, a ich cena nie jest wysoka - 8,99 zł.

Zapewne ciekawi Was jak działają chusteczki. Farbowanie tkanin odbywa się podczas, gdy barwniki przenikają do mydlin. Kiedy w pralce są chusteczki, barwniki wnikają w nie, dzięki czemu inne ubrania nie są zafarbowane.

Jak to wygląda w praktyce?

Od miesiąca piorę ze sobą ubrania czarne, białe i kolorowe. Nie zwracam uwagi na tkaninę i jej kolor. Ubrania białe są dalej białe, a kolorowe nadal kolorowe. Nic złego się nie dzieje, a ja zaoszczędzam sporo wody :)